Restauracja Flavoria

Autor: bigbiciq. Poznań, 24 Lutego 2019

Warto zaglądać w miejsca, które nie podejrzewalibyśmy o spowodowanie rewolucji w kubkach smakowych. Tak jest w przypadku restauracji usytuowanych przy hotelach. Każdy zapytany powie, że co najwyżej dostanie tam dobre śniadanie. A to nieprawda. Świadczy o tym kolejny poznański przykład, czyli restauracja Flavoria.

Kuchnią zarządza Artur Szwacki, który pod sobą ma aż 18 ludzi, którzy podzieleni na zespoły odpowiadają właśnie za wspomniane śniadania, za część cateringową i za restaurację Flavoria. My zajmiemy się ostatnim zespołem i opiszemy, co przygotowali w nowym menu.

Kolację degustacyjną pt. „Daj ponieść się emocjom i… uczuciom” rozpoczęliśmy karmelizowanym pasztetem foie gras z prażonym jęczmieniem, konfiturą śliwkową i kiszonymi warzywami. I to był początek idealny. Przy okazji każde danie okraszone było opowieścią szefa kuchni, o tym skąd pochodzą składniki i jak powstaje jego danie. Większość produktów pochodzi z Wielkopolski, ale są wyjątki, jak łosoś jurajski, który został zamarynowany w soku z kiszonego buraka i podany z jogurtowym crunchem. Poprzeczka smakowa została podniesiona wyżej. I przyznam się szczerze nie sądziłem, że da się ją podnieść.

Następnie otrzymaliśmy podwędzany tatar wołowy z duxelles grzybowym. Danie serwowane jest w nietypowy sposób, bo podawane jest pod kopułą z dymem. Nie sądziłem, też, że tatar bez cebuli może mieć tak niezwykły smak. Bo jak pokazuje Artur Szwacki warto dobierać tak produkty, żeby otrzymać pożądany efekt.

Zresztą szef kuchni restauracji Flavoria jest pasjonatem, co daje się odczuć w jego opowieściach, jak powstały dania. I co się w nich dzieje, że otrzymujemy taką, a nie inną teksturę. Przykładem niech będzie marynowany skrei w cytrusach z karmelizowanym koprem włoskim i pieczonym w soli selerem. I tutaj byłem w stanie przyznać, że jestem już w kulinarnym niebie, a to nie był koniec przygody. Szef kuchni zdradził nieco tajemnicy, że ta potrawa jest przygotowywana w oparciu o norweskie receptury, bo kto jak kto zna się na norweskich rybach. A wierzcie mi, że efekt jest wspaniały.

Kubki smakowe musiały odpocząć, a do tego świetnie nadał się sorbet z cydru wielkopolskiego podany na musie z jabłka. Ale mus, nie był tak lejący, jak by się wszyscy spodziewali. Sekretem było pieczenie jabłka w maśle i właściwie stworzenie czegoś na kształt masła jabłkowego.

Kolejnym głównym daniem w karcie jest comber z jelenia pieczony na miodzie lipowym z dyniową tartą, kasztanami i sosem z owoców leśnych. Woow, znów sufit został przebity.

Zwieńczeniem całości był deser – herbaciany mus z białej czekolady z pikantnymi malinami i czekoladowym crunchem. To po prostu trzeba spróbować. Cudowny deser wieńczący kolację.

Szefa kuchni – Artur Szwacki, pokazuje, że restauracja hotelowa, to nie tylko śniadania, ale to co zaserwuje może być niezwykłe, przepyszne i wyjątkowe.

Użyte w artykule zdjęcia: lepszyPOZNAN.pl/Piotr Rychter

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.