26lut19:3521:35Wielki Marty | Sala Charlie | Kino MaltaKino Malta

Kino Malta Foto: materiały promocyjne

Szczegóły

Wielki Marty — opowieść o cenie sławy i rozdartej duszy show-biznesu

Wielki Marty to film, który nie oszczędza widza i nie próbuje moralizować w oczywisty sposób. To portret człowieka zdeterminowanego, by zabłysnąć za wszelką cenę — i równocześnie bezlitosna analiza mechanizmów, które tworzą i niszczą gwiazdy. Tytułowy Marty to postać równie pociągająca, co odpychająca: czarujący, przebiegły, gotowy nagiąć wszystkie reguły, wkroczyć w sojusze z ludźmi, od których powinien trzymać się z daleka, a także uwieść każdą kobietę, byleby tylko zrealizować swoje marzenie o wielkości. Reżyser nie ocenia krótko — daje nam sceny i decyzje, a dopiero potem pozwala wyciągać wnioski.

Fabuła z pozoru prosta: Marty, pochodzący z zapadłej prowincji muzyk/aktorek (w zależności od wyboru autora) przenosi się do wielkiego miasta. Jego droga do rozgłosu to seria kompromisów: od szemranych menedżerów, przez układy z producentami, aż po związki, których motywacje są równie nieczyste jak jego własne. Film rozgrywa się w trzech aktach — wzrost, kompromis i konsekwencje — ale to, co wyróżnia produkcję, to sposób, w jaki pomiędzy tymi aktami reżyser umieszcza długie, hipnotyczne sekwencje obserwacji: próby, podróże samochodem nocą, ciche śniadania po nocnych imprezach, w których widać, jak bardzo Marty stopniowo gubi własne odbicie.

Postać Marty’ego nie jest uniwersalnym złoczyńcą z kreskówki. To ktoś, kto wierzy, że świat show-biznesu będzie go nagradzał za talent i spryt, a szybko odkrywa, że nagrody wymagają sprzedaży czegoś więcej niż tylko umiejętności. Jego relacje z kobietami — często wykorzystywanymi instrumentalnie w jego planach — pokazane są bez fetyszyzacji, ale też bez lęku przed ukazaniem ich brzydkich mechanik. Reżyser stawia pytanie: czy to Marty instrumentalizuje ludzi, czy raczej system zmusza do takich zachowań? Film nie daje łatwej odpowiedzi, co czyni go bardziej niepokojącym.

Wizualnie Wielki Marty to mieszanka blasku i zepsucia. Operator kreśli świat kontrastów: ostre światła estradowe i neonowe ulice zestawione z dusznymi, brudnymi backstagami i przepracowanymi wnętrzami. Kilka kadrów — zbliżenia na spocone dłonie, lustra w garderobach, rozmazane refleksy w mokrym asfalcie — pozostają w pamięci długo po napisach końcowych. Montaż w scenach koncertowych i castingu jest dynamiczny, niemal ostrym nożem przecina sceny intymne, co podkreśla rozdarcie wewnętrzne bohatera.

Muzyka pełni tu rolę katalizatora: od jazzowych, noir-owych motywów po radio-pop, kiedy Marty zdobywa pierwsze telewizyjne sukcesy. Ścieżka dźwiękowa umiejętnie manipuluje nastrojem — czasem podkręca ekstazę, którą bohater odczuwa na scenie, innym razem wprowadza chłód i pustkę po jej opuszczeniu. Dźwięk i obraz współgrają w scenach, które opisują nie tyle zewnętrzny triumf, co wewnętrzne upadki.

Aktorsko film stoi mocno. Rola Marty’ego to zwarta i wymagająca kreacja — bohater musi jednocześnie fascynować i wzbudzać odrazę. Wsparcie zapewniają aktorki wcielające się w kobiety z jego życia: nie są jednowymiarowymi ofiarami, lecz postaciami z własnymi planami i ambicjami. Najciekawsze są te momenty, gdy film odwraca perspektywę i pokazuje, że sojusze w świecie rozrywki są równie często instrumentem obrony, co ataku.

Tematycznie Wielki Marty znajduje się w tym samym kinowym kręgu, co klasyki o cenie sławy — od All About Eve po Network — ale z współczesnym, intymnym nastawieniem. To historia o narcyzmie, o męskości performowanej i o tym, jak systemy nagradzające sukces produkują osobowości podatne na wykorzystanie. Nie brakuje tu gorzkich obserwacji na temat mediów społecznościowych, błyskawicznych sław i szybkich upadków reputacji.

Film ma też swoje słabe strony. Momentami narracja bywa zbyt didaktyczna — kilka scen, w których moralne wnioski są rysowane grubą kreską, traci na subtelności. Dla widzów oczekujących wyłącznie czarno-białej historii o triumfie bądź katastrofie, ambiwalencja bohatera może być frustrująca. Niemniej jednak to właśnie niejednoznaczność czyni film interesującym.

Dla kogo jest Wielki Marty? Dla widzów ceniących kino psychologiczne i społeczne, dla fanów opowieści o kulisach świata rozrywki, ale także dla tych, którzy lubią oglądać antybohaterów — postaci skomplikowane, nieidealne, czasem odpychające, a jednocześnie magnetyczne. To film, który zostawia widza z pytaniem o granice własnych ambicji i o to, co jesteśmy w stanie poświęcić, by zostać „wielkimi”.

Podsumowując: Wielki Marty to gorzki, często pięknie sfilmowany portret ambicji, który nie daje łatwych odpowiedzi, ale długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Warto zobaczyć — zwłaszcza jeśli lubicie filmy, które działają jak lustro, w którym zamiast wygładzonych odbić, widzimy szczere rysy i pęknięcia.

Termin

26 luty 2026 19:35 - 21:35

Location

Kino Malta