Aglomeracja Firma

Orange LTE, a poziom obsługi jak w PRL-u

Orange w Starym Browarze  Foto: lepszyPOZNAN / TD

Z dużym zdziwieniem ale też niesmakiem przeczytałem artykuł w którym Orange chwali się, że w Poznaniu korzystać można z sieci LTE. To zdaje się ostatni operator działający w Polsce, który uruchomił ten standard. Już nawet w najmniejszym Playu (czyli takim, który musi się bardziej starać) Internet od dawna działa w tym najnowszym systemie.

Orange w Starym Browarze Foto: TDWszystkie sieci, w tym Orange żeby pozyskać klienta dwoją się i troją, obiecują złote góry, ale gdy już podpiszemy umowę wtedy miodowy miesiąc zmienia się w ciche albo chłodne w relacjach dni.

Pomijam już fakt płatnej infolinii i kontaktu zwrotnego, po wcześniejszej bezpłatnej e-mailowej korespondencji z Orange w formie…. listu. Nie jakiegoś tam bezpłatnego e-maila, tylko zwykłego listu, na papierze, ze znaczkiem. Oczywiście operator umieszcza na końcu informację o ekologii i oszczędnościach.  Chyba taniej byłoby jednak uruchomić bezpłatną infolinię.

Otóż jestem posiadaczem nieszczęsnej Noki Lumi, która bardzo szybko się nagrzewa, telefon był już parę razy serwisowany, ale zawsze pojawia się ten sam problem. Tym razem, zamiast przedzierać się przez pół miasta do punktu serwisowego, telefon oddałem do naprawy w salonie Orange, w prestiżowej lokalizacji Stary Browar. Spokojnie czekałem 20 dni, aż telefon wróci z serwisu, przy okazji zdążyłem skontaktować się dwukrotnie z punktem napraw w Warszawie, bo pani z salonu nie miała pojęcia, co się przez prawie trzy tygodnie dzieje z moim telefonem kupionym w Orange. A bez telefonu jak bez ręki, rozumiecie to przecież!

No i wreszcie otrzymuję SMS-a. Aparat do odbioru w salonie, w kasie po wcześniejszym uregulowaniu rachunku. A tam bardzo długa kolejka, ale skoro telefon jest do odbioru w kasie… Okazuje się, że kasjerka nic nie wie i odsyła do obsługi.

Po kilkudziesięciu minutach staję przed obliczem pracownika Orange, który mówi, że przecież telefon jest w kasie. Znalazł się!  To płacę, ale to nie jest takie proste. Okazuje się, że w kasie Orange nie można zapłacić kartą! Sieć, która chwali się najnowszymi parametrami technicznymi uniemożliwia płatność zwykłym plastikiem.  Bankomat, kolejka do kasy, i godzinka zleciała.

Przed odbiorem telefonu chcę sprawdzić, czy działa, ale okazuje się, że bateria jest rozładowana. Zastanawiam się w jaki sposób sprawdzono aparat po naprawie?

Nie chce mi się już deliberować z wyraźnie znudzoną pani z kasy, więc próbuję swoje niezadowolenie wyrazić na facebooku. Otrzymuję odpowiedź w formie pr’owego bełkotu – Jeżeli chodzi o serwis, to jesteśmy jedynie pośrednikiem. Więcej informacji uzyskasz bezpośrednio w salonie – pisze specjalista ds. komunikacji. Acha, w salonie, czyli znowu trzeba się pofatygować, żeby teoretycznie coś sensownego usłyszeć.

Czyli sieci nie interesuje, czy telefon na gwarancji jest sprawny, ważne tylko, żebyś płacił na czas rachunki.

I dalej Orange życzliwie radzi – Reklamacje napraw serwisowych możesz kierować bezpośrednio do producenta. Zastanawiam się tylko czy do Finlandii czy do Microsoftu, gdzie będzie szybciej? Ale ja przecież mam umowę z Orange i ciągle niesprawny telefon!

Adres, imię i nazwisko autora do wiadomości redakcji.

Tagi:

1 komentarz

kliknij by dodać komentarz

  • to rzeczywiscie dziwny punkt, kreci sie duzo ludzi ale czeka sie na obsluge baaaaardzo dlugo