POZnań

Małe kaczki krzyżówki mają nową mamę

Park Wilsona 20210805  Foto: Tomasz Dworek

W poznańskim Dzikim SOR-ze nie brakuje ostatnio małych, pierzastych pacjentów. Wśród nich znalazły się także kaczątka krzyżówki, które z różnych powodów straciły rodziców i potrzebowały natychmiastowej pomocy. Zamiast dłużej pozostawać pod opieką człowieka, maluchy trafiły tam, gdzie ich miejsce jest zdecydowanie bardziej naturalne — do kaczej rodziny mieszkającej w Parku Wilsona.

W piątek na stawach w Parku Wilsona wypuszczono łącznie dziewięć młodych kaczek. Wszystko wskazuje na to, że miejscowa kacza mama przyjęła je jak swoje własne pisklęta i od razu objęła opieką. To najlepszy możliwy scenariusz dla zwierząt, które po trudnych przejściach mogą wrócić do życia w grupie i uczyć się funkcjonowania w warunkach zbliżonych do naturalnych.

Jak podkreśla Paulina Cudna, prezes Fundacji Z Dzikiej Strony, takiemu rozwiązaniu sprzyja sama natura krzyżówek.

  • Kaczki krzyżówki są z natury bardzo opiekuńcze – podkreśla Paulina Cudna, prezes Fundacji Z Dzikiej Strony, która zajmuje się prowadzeniem Dzikiego SOR-u i odpowiada za organizację akcji na Sołaczu. – Istotne jest także to, że pisklęta zagniazdowników, czyli także kaczek, w momencie wyklucia są dobrze rozwinięte – opierzone, zdolne do poruszania się i samodzielnego szukania pokarmu. Po wykluciu szybko opuszczają gniazdo, by podążać za matką. Opieka nad taką gromadką jest dużo łatwiejsza niż w przypadku mniej samodzielnych zwierząt – wyjaśnia.

To bardzo ważne, bo krzyżówki należą do ptaków, które od pierwszych chwil życia są wyjątkowo ruchliwe i samodzielne. Nie wymagają tak intensywnej, długotrwałej opieki jak młode innych gatunków. Właśnie dlatego szansa na to, że dorosła samica zaakceptuje obce pisklęta, jest znacznie większa niż mogłoby się wydawać.

Do Dzikiego SOR-u trafiają kaczątka po różnych interwencjach. Czasem ich mama ginie pod kołami samochodu, gdy próbuje przeprowadzić młode przez ulicę. Zdarza się też, że problemy zaczynają się od ludzkiej dobrej woli, która niestety nie zawsze idzie w parze z wiedzą o zachowaniu dzikich zwierząt. Widok samotnych kaczątek budzi odruch ratowania, ale pośpieszne chwytanie i przepędzanie ptaków często przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Młode rozbiegają się na wszystkie strony, a dorosła kaczka ucieka przerażona, tracąc kontakt z potomstwem.

To właśnie dlatego specjaliści przypominają, że w przypadku dzikich zwierząt każda interwencja powinna być przemyślana. Czasem najlepszą pomocą jest zachowanie dystansu i szybkie zgłoszenie sprawy osobom, które znają się na udzielaniu ptakom pomocy.

Nie była to zresztą pierwsza taka „kacza adopcja” organizowana przez pracowników Fundacji Z Dzikiej Strony. Jak zaznacza Paulina Cudna, naturalne środowisko jest dla tych zwierząt po prostu najlepsze. Człowiek może uratować życie, pomóc w leczeniu czy rekonwalescencji, ale nie zastąpi środowiska, w którym ptaki najlepiej się rozwijają.

  • W naturalnym środowisku jest tym zwierzętom dużo lepiej. Nie jesteśmy w stanie zapewnić im takich warunków rozwoju, jakie będą miały na wolności – podkreśla Paulina Cudna.

Po okresie leczenia i dochodzenia do zdrowia kolejne zwierzęta wracają na wolność także z ośrodka rehabilitacji w Spytkówkach koło Kościana. To druga placówka prowadzona przez Fundację Z Dzikiej Strony. Trafiają tam pacjenci wymagający dłuższej opieki, zanim znów będą gotowi do samodzielnego życia.

Tym razem historia ma jednak szczególnie ciepły finał. Dziewięć małych krzyżówek dostało nie tylko drugą szansę, ale też nową rodzinę. A w Parku Wilsona przybyło kolejnych mieszkańców, którzy — przynajmniej na razie — mogą bezpiecznie dorastać pod skrzydłami zastępczej mamy.

Użyte w artykule zdjęcia: Tomasz Dworek

Dodaj komentarz

kliknij by dodać komentarz