28lut13:0015:00Kopnęłabym cię, gdybym mogła | Sala Charlie | Kino MaltaKino Malta

Kino Malta Foto: materiały promocyjne

Szczegóły

Kopnęłabym cię, gdybym mogła — film, który nie pozwala o sobie zapomnieć

Kiedy słyszymy o produkcji A24, oczekiwania wobec filmu już na starcie są wysokie. Kopnęłabym cię, gdybym mogła nie tylko te oczekiwania spełnia, lecz wielu widzom wyrwie z gardła oddech: to surowy, intymny i momentami niemal chirurgicznie precyzyjny portret kobiety rozgrywający się na granicy wytrzymałości. Na szczególną uwagę zasługuje kreacja Rose Byrne, nagrodzona na Berlinale 2025 — to występ, który nie tyle gra emocjami, co je eksponuje aż do bólu.

O czym jest film? Linda (w wykonaniu Byrne) budzi się każdego dnia do tego samego, pozornie zwykłego świata, który z dnia na dzień rozpada się na kawałki. Jej córka zapada na tajemniczą chorobę, której objawy i przyczyny są zaledwie zarysem tego, co widzimy na ekranie; mąż — z pozoru odpowiedzialny, ale coraz bardziej odległy — znika w domowych „interesach”, zostawiając Lindę z obowiązkami, lękiem i narastającym poczuciem osamotnienia. Codzienność bohaterki staje się biegiem z przeszkodami, w którym nie ma mety: każde zadanie prowadzi do kolejnego, a każda próba odpoczynku spotyka się z nową barierą.

Reżyser (i scenarzysta) zrezygnował z łatwych rozwiązań narracyjnych: film zamiast klarownej fabuły oferuje sekwencje-dni, z których każdy jest kolejnym testem dla Lindy. To struktura zbliżona do reportażu z odcinków życia, ale podana w formie intensywnego performansu. Kamera często towarzyszy bohaterce z bliska — dłonie, przemykające spojrzenia, nagłe drżenia — tworząc wrażenie bycia w jej ciele. Sceny domowej logistyki, wizyt lekarskich i nocnych czuwania zyskują dzięki temu statusu rytuałów, które mają jednocześnie wyczerpywać i przypominać o niemożności ukończenia biegu.

Największym atutem filmu jest Byrne: jej Linda nie jest archetypiczną „bohaterką wyciskającą łzy”, lecz złożonym portretem kobiety, która rozciąga się między furią a bezwładem. Aktorka operuje subtelnością mikroekspresji — krótki uśmiech, gwałtowny oddech, mechaniczne wykonywanie codziennych czynności — i eksploduje w chwilach, które zdają się być punktem krytycznym. To rola wymagająca odwagi, fizycznego zaangażowania i skomplikowanej pracy wewnętrznej; nagroda z Berlinale to sygnał, że festiwalowy świat dostrzegł coś wyjątkowego. Byrne daje postaci wagę i godność, nie pozwalając filmowi popaść w tani melodramat.

W warstwie formalnej Kopnęłabym cię, gdybym mogła balansuje między dokumentalnym realizmem a elementami quasi-surrealnymi. Zdjęcia często operują naturalnym światłem — zimne barwy wnętrz przeplatają się z neonami nocnych ulic i zaciemnionymi konsultacjami lekarskimi. Montaż podkreśla rytm zmęczenia; długie, klaustrofobiczne ujęcia przerywane są nagłymi cięciami, które działają jak ciosy przypominające o braku oddechu. Muzyka i dźwięk to nie tło, lecz aktywny uczestnik — ostre, industrialne akcenty dźwiękowe potęgują uczucie napięcia, a cisza w kluczowych momentach staje się równie wymowna.

Tematycznie film mówi o współczesnym wyczerpaniu: o macierzyństwie jako nieustającym obowiązku, o presji społecznej, o niewidzialnej pracy, którą wykonują kobiety, oraz o niestabilności relacji, w których jedna osoba znika nie tyle fizycznie, co emocjonalnie. Obraz portretuje też medyczny labirynt i biurokrację, które często bardziej krzywdzą niż leczą — temat szczególnie aktualny w czasach, gdy opieka zdrowotna i psychiczne wyczerpanie stały się publicznymi debatami. W filmie kryje się też gorzki komentarz na temat iluzji kontroli: Linda stara się zaplanować, ogarnąć, naprawić — ale rzeczywistość nie respektuje jej map i zwyczajów.

Reakcje krytyków i widzów są intensywne i podzielone, co rzadko bywa przypadkiem. Jedni chwalą bezkompromisowe spojrzenie i aktorstwo Byrne, wskazując na film jako jedno z najmocniejszych dzieł A24 ostatnich lat. Inni uznają ton za zbyt przytłaczający — nie jest to kino dla poszukujących rozrywki czy łatwych katharsis. To film, który wymaga od widza gotowości na konfrontację z nieprzyjemnymi emocjami.

Kopnęłabym cię, gdybym mogła to kino, które zostaje z widzem jeszcze długo po wyjściu z sali. To opowieść o upadkach i próbach podnoszenia się, o tym, jak cienka jest granica między codziennością a kryzysem. Dla miłośników intensywnego, aktorskiego kina — pozycja obowiązkowa. Dla tych, którzy szukają katharsis w pięknych obrazach i jednoznacznych rozwiązaniach — wyzwanie, ale też film, który może otworzyć oczy.

Jeśli szukacie filmu, który zamiast pocieszać, pyta i obnaża — Kopnęłabym cię, gdybym mogła to gorzka, ale potrzebna lektura filmowa.

Termin

28 luty 2026 13:00 - 15:00

Location

Kino Malta