24sty19:2021:20Franz Kafka | Sala Audrey | Kino MaltaKino Malta

Szczegóły
„Franz Kafka” — film, który nie próbuje biografii, lecz odczytuje pisarza jak scenariusz koszmaru Nowy film zatytułowany po imieniu jednego z najbardziej niepokojących pisarzy XX wieku nie jest kolejną kroniką życia.
Szczegóły
„Franz Kafka” — film, który nie próbuje biografii, lecz odczytuje pisarza jak scenariusz koszmaru
Nowy film zatytułowany po imieniu jednego z najbardziej niepokojących pisarzy XX wieku nie jest kolejną kroniką życia. To kina intymne i klaustrofobiczne, które zamienia biograficzne fakty w serię obrazów — halucynacyjnych, gorzkich i jednocześnie niepozbawionych ironii. Reżyser (i scenarzysta) decyduje się na odważny zabieg: pokazuje Kafkę nie jako odległy geniusz, lecz jako młodego człowieka uwięzionego w powtarzalnym rytuale biurokratycznej codzienności — obraz, który dziś brzmi jak diagnoza życia w wielkiej korporacji.
Fabuła filmu jest zwięzła, lecz bogata w sugestie. Kamera podąża za tytułową postacią w jej codziennych przejściach: wąski pokój, biuro z papierami piętrzącymi się niczym nieprzeniknione mury, długie kolejki, rutynowe podpisy. Każdy dokument zdaje się mnożyć przeszkody, a urzędowe procedury przybierają formę labiryntu, w którym nie ma wyjścia. Reżyser nie interesuje się kroniką dat czy suchym dziennikiem wydarzeń — skupia się na stanie ducha. Dzięki temu obraz staje się uniwersalny: biurokracja nie jest tylko historyczną kulisą Austro-Węgier, lecz symbolem każdej struktury, która wycina jednostkową wolność.
Postać pokazana jest nie tylko jako ofiara systemu, ale też jako człowiek pełen sprzeczności: świadomy wybór wegetarianizmu podkreśla jego delikatność i oddalenie od otoczenia — zanim dieta ta stała się modna, była manifestem odrzucenia świata. Relacje z kobietami w filmie są kruche, pełne niezrozumienia i napięcia: pojawiają się postaci wzorowane na Felice, Milenie czy Dorze — nie jako biograficzne kopie, lecz archetypy bliskości, które Kafka potrafił zarówno pragnąć, jak i sabotować. Szczególnie mocne są sceny listów i rozmów — reżyser umiejętnie wykorzystuje fakt, że u Kafki literatura była jednocześnie ucieczką i formą samozagłady: słowa ratują, ale też odsuwają od realnej bliskości.
Najsilniejszym elementem filmu jest atmosferyczna praca kamery i scenografii. Przestrzeń jest ciasna, a kadr często asymetryczny — bohater zostaje wciśnięty pomiędzy drzwi, biurka, regały. Czarno-białe ujęcia przeplatają się z desaturowanymi barwami, co wzmacnia wrażenie, że rzeczywistość ciągle zlewa się z wyobraźnią. Reżyser korzysta z długich, niemal teatralnych ujęć: wartość dźwięku — szelest papieru, oddech, kroki po schodach — podnoszą do rangi kolejnego bohatera. Sceny absurdalne, w których urzędnicy przybierają karykaturalne gesty lub gdzie biurko staje się pomnikiem władzy, odwołują się wprost do języka „kafkowskiego”, lecz film nigdy nie popada w parodię; ironia jest łagodna, współczująca.
Aktor gryjący Kafkę kreuje postać pełną sprzeczności: wrażliwy, nerwowy, z humorem autoironicznym, który służy jako mechanizm obronny. Jego gesty — nerwowe poprawianie kołnierzyka, spojrzenia pełne wątpliwości — mówią więcej niż słowa. Rola ojca, despotycznego i dominującego, zarysowana jest bez efektownych gestów; to raczej niewidoczna presja, pod którą syn się łamie i buntuje jednocześnie. Kobiece postaci są natomiast żywe i różnorodne: od pragmatycznej Felice, przez buntuującą się Milenę, po Dorę jako ostatni azyl — każda odsłania inny aspekt Kafki i jego relacyjnej nieporadności.
Muzyka to kolejny element, który buduje nastrój: skromna, mininalistyczna partytura, momentami dysonansowa, towarzyszy bohaterowi jak echo. Brak oczywistych puent muzycznych sprawia, że widz pozostaje w stanie zawieszenia — podobnie jak Kafka w swoich opowiadaniach.
Dlaczego ten film ma dziś sens? Bo „kafkowskość” nie wymarła; przeciwnie — zyskała aktualność. Biurokracja, anonimowość, poczucie braku kontroli, chroniczne niepokoje — to wszystko opisuje życie pracownika współczesnych korporacji. Film jest nie tylko próbą zrozumienia autora „Procesu” czy „Przemiany”, ale także lustrem, w którym odbija się nasza rzeczywistość: codzienna rutyna, złudne poczucie bezpieczeństwa i samotność pomimo możliwości łączenia się z innymi na każdym kroku.
Ostatecznie „Franz Kafka” to nie film dokumentalny, nie lekcja literatury, lecz filmowe doświadczenie — adaptacja matki-dzieła bez konieczności wiernej rekonstrukcji faktów. Dla widza oznacza to szansę na emocjonalne wejście w świat jednej z największych postaci literatury XX wieku: świata, który jest niepokojący, śmieszny i tragiczny zarazem.
Dla kogo? Dla miłośników literatury, studentów, ludzi pracujących w strukturach korporacyjnych, ale też dla tych, którzy cenią kino, które zamiast odpowiadać na pytania, stawia nowe. Film nie daje odpowiedzi — i być może o to chodzi. To opowieść o człowieku, który stworzył literaturę z własnych lęków i paradoksalnie dzięki temu otworzył okno na uniwersum, które wciąż nas dotyczy.
Ocena: mocne 4/5 — za odwagę formalną, trafne przeniesienie „kafkowskiego” ducha do współczesnego kontekstu i za aktorskie kreacje, które długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.
Termin
24 styczeń 2026 19:20 - 21:20
Location
Kino Malta










