13lut14:2016:20Dźwięk śmierci | Sala Marilyn | Kino MaltaKino Malta

Kino Malta Foto: materiały promocyjne

Szczegóły

Gwizdek, który zabija — tak w skrócie można opisać koncept thrillera-horroru “Dźwięk śmierci”. To film, który zaczyna się jak klasyczna opowieść o grupie beztroskich przyjaciół na weekendzie, by wkrótce przerodzić się w przerażający, coraz bardziej krwawy koszmar. Reżyser Łukasz Kwiatkowski (debiutujący na dużym ekranie) bawi się tutaj jednym prostym pomysłem: co by się stało, gdyby wystarczyło jedno dmuchnięcie, by wezwać śmierć?

Fabuła
Piątka młodych ludzi: Marta, Tomek, Lena, Paweł i Klaudia natrafia w ruinach starego dworku na tajemniczy artefakt — niewielki, ozdobny gwizdek, opisany przez lokalnego antykwariusza jako “aztecki gwizdek śmierci”. Początkowo traktują znalezisko jak ciekawostkę, zabawny gadżet do robienia filmików. Po pierwszym, żartobliwym gwizdku zaczynają dziać się rzeczy niepokojące: zwierzęta padają, zegary się zatrzymują, a później — znika ktoś z grupy. Okazuje się, że każdy, kto usłyszy dźwięk, niebawem staje twarzą w twarz ze swoją najgłębszą, najkoszmarniejszą formą śmierci. Grupa musi nie tylko przetrwać, lecz także odkryć pochodzenie i reguły klątwy, zanim wszyscy zostaną spisani na straty.

Obsada i postaci
Choć bohaterowie wpisują się w znane z kina gatunkowego archetypy — sceptyczny przyjaciel, dowcipnisia, para z problemami — scenariusz stara się nadać im krwi i motywacji. Marta (Anna Stankiewicz) okazuje się nie tylko opiekuńczą liderką, ale też osobą z tajemnicą, która zyskuje na znaczeniu w miarę rozwoju wydarzeń. Najciekawszym wątkiem jest relacja pomiędzy Leną a Pawłem: ich przeszłość wychodzi na jaw w tragicznych okolicznościach i wpływa na to, jak oboje stawiają czoła nadchodzącemu.

Estetyka i reżyseria
Kwiatkowski rozumie kino grozy i konsekwentnie buduje napięcie warstwami: początkowy luz i zabawa stopniowo przekształcają się w klaustrofobiczną, depresyjną atmosferę. Fotografię (autorstwa Katarzyny Nowickiej) charakteryzują nasycone cienie, zimne odcienie nocnych scen i precyzyjne wykorzystanie przestrzeni — ciasne korytarze dworku kontra pustka pobliskiego lasu stają się elementami opresji. Największą siłą filmu jest jednak dźwięk — to on tu rządzi. Projekt dźwiękowy Marka Zieleniewicza nie ogranicza się do samego gwizdka: subtelne tony, rezonanse i cisza współtworzą psychologiczną presję, która w pewnym momencie staje się niemal namacalna.

Motyw dźwięku jako źródła grozy
Pomysł, by upodmiotowić dźwięk jako narzędzie śmierci, jest przewrotny i działa na kilku poziomach. Po pierwsze, dźwięk jest niematerialny — nie można go złapać ani ukryć się przed nim, co naturalnie zwiększa poczucie zagrożenia. Po drugie, gwizdek daje twórcom przestrzeń do eksperymentów formalnych: jak zareaguje kamera, kiedy postać usłyszy niepokojący ton? Film wykorzystuje to świetnie, miksując subiektywne ujęcia z teatralnymi, niemal rytualnymi scenami śmierci.

Przemoc i efekty
“Dźwięk śmierci” nie unika brutality. Kolejne zgony są pomysłowe i często makabryczne — od klaustrofobicznych scen uduszenia, przez surrealistyczne wizje, aż po spektakularne, krwawe kulminacje. Reżyser stawia na połączenie efektów praktycznych i subtelnej pracy z CGI, co daje wiarygodny, choć momentami przesadnie efektowny rezultat. W filmie czuć inspiracje klasykami gatunku, ale także odniesienia do nowszych, psychologicznych horrorów.

Tematyka i kontrowersje
Film sięga do motywów związanych z kulturą aztecką, co otwiera pole do ciekawych interpretacji — ostatecznie chodzi tu o uniwersalny lęk przed nieznanym i konsekwencje dręczącej winy. Warto jednak zauważyć, że takie wykorzystanie elementów rdzennej Ameryki może budzić pytania o stereotypizację i egzotyzację. Kwiatkowski w paru scenach próbuje to złagodzić, wprowadzając kontekst historyczny i sugestie, że gwizdek był przedmiotem rytuałów zupełnie innej skali niż filmowa klątwa. Mimo to widzowie wrażliwi na kwestie kulturowe powinni o tym pamiętać.

Tempo i dramaturgia
Film jest dobrze skonstruowany, choć momentami traci impet w środkowej części, kiedy twórcy rozciągają dochodzenie do prawdy. Najlepsze są fragmenty, w których reżyser łączy grozę z emocjonalnym ładunkiem — konflikty między postaciami nabierają wtedy prawdziwej wagi, a śmierć jednego z nich uderza mocniej.

Ocena
“Dźwięk śmierci” to solidny, miejscami błyskotliwy horror, który może przekonać zarówno fanów gatunku, jak i widzów szukających napięcia z psychologicznym podtekstem. To film, który czerpie z klasyki, ale stara się dodać coś własnego — zwłaszcza w warstwie dźwiękowej i estetyce scen śmierci. Mankamenty to sporadyczne zbyt długie odcinki śledztwa i ryzyko uproszczeń kulturowych, ale dla odbiorcy spragnionego mocnych wrażeń są to drobne zastrzeżenia.

Uwaga — krótkie spojlerowe podsumowanie (jeśli chcesz uniknąć szczegółów, pomiń):
Film kończy się ambiwalentnie: rozwiązanie klątwy nie daje jednoznacznego katharsis, pozostawiając widza z pytaniem, czy to przedmiot czy ludzkie winy były prawdziwym źródłem zła. Ostatnie ujęcie — sylwetka ktoś, kto jeszcze słyszy echo gwizdka — zostawia otwartą furtkę dla sequela.

Dla kogo?
Polecam “Dźwięk śmierci” miłośnikom mrocznego, atmosferycznego horroru z elementami gore oraz widzom, którzy docenią pracę nad dźwiękiem jako kluczowym środkiem wyrazu. Jeśli szukasz filmu, który na długo pozostawi w uszach niepokojący ton — to tytuł, który warto sprawdzić.

Termin

13 luty 2026 14:20 - 16:20

Location

Kino Malta