To wcale nie Polacy jedzą najwięcej karpi!

Autor: miarecki. Poznań, 22 Grudnia 2018

Na wigilijnym stole ryby występują w roli głównej. To właśnie teraz wielu Polaków w ogóle sobie o nich przypomina, szczególnie o karpiu, którego jemy wyłącznie z okazji świąt Bożego Narodzenia. Średnio, każdy z nas spożywa rocznie ponad 12 kg ryb. Dużo? Nie, bo o 8 kg mniej niż wynosi średnia światowa. Na dodatek eksperci sygnalizują słabą kondycję finansową branży hodowców ryb. Jakby tego było mało w ciągu trzech lat zniknął z rynku co szósty sklep rybny.

Polska jest obok Czech największym w Europie producentem karpi, których rocznie odławia się od 15 do 23 tys. ton, głównie na potrzeby rynku krajowego, gdzie konsumpcja oscyluje w granicach 0,6 kg na osobę. Popularność karpi jednak systematycznie spada i dodatkowo ma charakter wybitnie sezonowy (90 proc. kupowanych jest w trwającym około 2 tygodni okresie świątecznym).

Dla porównania w Czechach czy na Węgrzech spożycie karpia jest znacznie wyższe i wynosi ponad 1 kg na osobę. Co ciekawe, karp na naszym świątecznym stole systematycznie gości od zaledwie trzech dekad.

Przyjęty w okresie Polski Ludowej model masowej produkcji ryb przełożył się na hasło „Karp na każdym wigilijnym stole w Polsce”, szczególnie, że nie było alternatyw. Karpia więc zabraknąć nie mogło, stąd jego popularność. I tak narodziła się „nowa świecka tradycja” na świątecznym stole.

Problem z zapewnieniem odpowiedniego transportu, samochodów chłodni dla tak dużej ilości ryb dostarczanych niemal jednocześnie wszystkim Polakom sprawił, że sposobem na zachowanie świeżości stała się sprzedaż żywych karpi. Dziś rozwiązanie to zupełnie nie ma racji bytu, ale jest zapewne wygodne dla wielu sprzedawców. Przez część społeczeństwa traktowane też jest jako element tradycji. Z drugiej jednak strony rośnie liczba Polaków, którzy sprzeciwiają się sprzedaży żywych ryb.

Karp stanowi jedynie kilka procent spożycia ryb Polaka. Jak podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, przeciętne jedna osoba zjadła w minionym roku blisko 12,5 kg ryb i owoców morza. To o blisko 5 proc. mniej niż rok wcześniej. Najchętniej jemy ryby morskie. Przede wszystkim śledzie, łososie i ryby białe: mintaja, dorsza, morszczuka czy makrele.

Najwięcej ryb i owoców morza ląduje na talerzach Portugalczyków, nawet do 90 kg rocznie na osobę. Jednak to nie Portugalczycy, a Chińczycy są największymi producentami ryb. Szacuje się, że chińska produkcja ryb i owoców morza odpowiada 2/3 światowej produkcji.

Co prawda ilość spożywanych w Polsce ryb w ostatnim czasie nieznacznie spada, ale trzeba wziąć pod uwagę silny wzrost cen, będący tendencją nie tylko lokalną, ale i światową. Wartościowo więc rynek ryb w Polsce raczej się zwiększa. Nie oznacza to jednak poprawy kondycji zarówno hodowców, przetwórców, jak i handlu rybami, choć widać sporą łatwość przerzucania wzrostu kosztów na konsumentów, czemu sprzyja akurat wzrost dochodów gospodarstw domowych.

Ryby najczęściej kupujemy w sieciach handlowych, do tego przyznaje się aż 8 na 10 Polaków, co przekłada się na spadającą nad Wisłą liczbę sklepów rybnych. Według wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska, na koniec ub.r. w Polsce aktywnie działało nieco ponad 1 tys. specjalistycznych sklepów z rybami. W ciągu trzech latach z rynku zniknęło blisko 150 punktów.

[Źródło: Raport BIG InfoMonitor oraz Bisnode]

Użyte w artykule zdjęcia: Polski Związek Wędkarski, TD

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Komentarze (3)

  1. zupełnie nie rozumem jak można delektować się mulista rybą! Już śledź smaczniejszy

  2. Moja macica – moja sprawa jak najbardziej ok, ale moja wanna – moja sprawa to już bestialstwo. Piękna ta lewacka logika xD

  3. Zapanowała moda na darcie papy, w obronie karpia. Że krew, że cierpienie, że barbarzyństwo, że zabobony, że to, że owo. No wiele, bardzo wiele kłapania sznupą w obronie ….życia karpi 😛 W takim razie warto aby ci “obrońcy” zobaczyli na youtubie oraz innych tego typu kanałach internetowych, ileż to tysięcy filmów, pokazujących od początku do końca jak się ryby , bardzo różwne , oprawia i to na oczach sporych grup ludzkich. Tam również leje się krew, obcinane są łby, wywalane flaki…..i owe filmy są kręcone nie w barbarzyńskich krajach, ale bardzo dobrze rozwiniętych ( Japonia, Korea, Tajlandia, USA….) Warto, naprawdę warto zobaczyć co tam jest pokazywane, a dopiero potem drzeć papy, w temacie ….uwolnienia karpia 😛 Niestety, ale znacznej części ziomków ( no bo oni już nie rodacy) pozajączkowała się poprawność polityczna ze zwykłym odlotem i pieniactwem 😛