14lut17:1019:10Wartość sentymentalna | Sala Marilyn | Kino MaltaKino Malta

Kino Malta Foto: materiały promocyjne

Szczegóły

Wartość sentymentalna — kiedy pamięć staje się rolą. Recenzja filmu

W polskim kinie coraz rzadziej spotyka się filmy, które równocześnie potrafią być i intymne, i społecznie wyraziste. Wartość sentymentalna — najnowsze dzieło reżyserki Marii Kowalczyk — udanie wypełnia tę lukę. To opowieść o rodzinie, pamięci i cenie, jaką trzeba zapłacić za powrót do światła reflektorów, opowiedziana językiem kameralnego dramatu z silnym ładunkiem meta-cinema.

O czym jest film? Siostry Nora i Agnes spotykają po latach ojca, Gustava — charyzmatycznego, niegdyś wielkiego reżysera, którego nazwisko niegdyś wypełniało afisze i festiwalowe programy. Gustav proponuje Norze, aktorce teatralnej, jedną z głównych ról w swoim rzekomym „powrocie” do kina. Kiedy Nora odmawia — z dumy, urazy i lęku przed powtórzeniem mechanizmów ojcowskiej manipulacji — Gustav zatrudnia młodą gwiazdę Hollywood, Evę Stone, sprowadzając na rodzinne podwórko nie tylko błysk fleszy, ale i kulturowe napięcie, które przewraca do góry nogami dotychczasową dynamikę sióstr.

Gustav jako figura jest fascynującym portretem typu „auteur w kryzysie”: mieszanka pociągającego ego, dawno utraconego statusu i melancholii artysty, który pragnie zostać zapamiętany na własnych warunkach. Maria Kowalczyk nie maluje go jednoznacznie – widzimy i jego błysk kreatywności, i momenty zimnej kalkulacji, kiedy wspomnienia stają się narzędziem kontroli. To postać, która uosabia problematykę filmu: ile warte są te wszystkie „wartości sentymentalne”, które tworzą tożsamość artysty i rodziny?

Największą siłą Wartości sentymentalnej są jednak siostry. Nora (wstrząsająco zagrana przez Annę Szymańską) to kobieta utalentowana, ale na swój sposób uwięziona: ukochana teatru, świadoma jego lokalnych reguł, niechętna do bycia „muzą” ojca. Szymańska kreuje postać subtelną i wielowymiarową — jej sprzeciw wobec propozycji Gustava nie jest tylko buntem przeciw patriarchalnemu gestowi, lecz decyzją wynikającą z osobistych rachunków z przeszłości. Agnes (przekonująca Marta Lis), bardziej opiekuńcza i praktyczna, jest łącznikiem między siostrami a światem zewnętrznym — jej relacja z ojcem ma inny wymiar, bardziej wyrozumiały, ale nie pozbawiony goryczy.

Wprowadzenie amerykańskiej gwiazdy Evy Stone (znakomita, choć wyraźnie pokazana jako „obcy element” Rachel Olsen) to posunięcie, które na ekranie generuje napięcie i satyrę. Eva przyjeżdża z Hollywood z bagażem pewnych mechanizmów show-biznesu: PR, asystentów, setek zdjęć. Kowalczyk nie pogardza tutaj łatwą krytyką Ameryki — raczej pokazuje, jak różne systemy wartości ścierają się w kontakcie z lokalną etyką twórczą. Eva nie jest tylko antagonistką; film pozwala spojrzeć na nią także z humanistycznej perspektywy: to kobieta, która gra nie tylko role, ale i oczekiwania, jakie wobec niej ma cały przemysł.

W warstwie formalnej film jest przemyślanym mariażem stylów. Operator Jakub Rutkowski posługuje się kontrastem obrazu — ciepłe, ziarniste retrospekcje i kadry z przeszłości Gustava zestawione są z chłodniejszym, klinicznym światłem współczesnych planów filmowych i press junketów. Motyw starych taśm filmowych, polaroidów i zapomnianych scenariuszy pojawia się nie tylko jako dekoracja, ale jako element narracji: materiały archiwalne służą tu jako dowody, ale też jako broń. Montaż (prosty, lecz rytmiczny) oddaje napięcie między prywatnością a spektaklem — sceny rodzinne zyskują dzięki temu intymność, zaś sekwencje na planie filmowym nabierają groteskowości.

Muzyka Szymona Kowala, oszczędna i melancholijna, podkreśla nastrój tęsknoty za utraconym czasem. Subtelne partie smyczków oraz motyw klawesynu, pojawiający się w nowych aranżacjach, tworzą swoistą „melodię pamięci” — raz nostalgicznie ciepłą, innym razem niepokojącą.

Tematycznie film porusza kilka ważnych wątków: odpowiedzialność artysty wobec rodziny i historii, stosunek do spuścizny, prawo do samookreślenia w obliczu oczekiwań najbliższych. Kowalczyk zadaje pytania o to, czy powrót do „złotych czasów” może być autentycznym odrodzeniem, czy jedynie odpychającą próżnością. Równie istotne jest pytanie, komu należy się prawo do opowiadania rodzinnej historii — czy to pozostawione w rękach patriarchów-reżyserów, czy raczej w gestii tych, którzy przez lata byli tylko „materiałem” do ich filmów.

Wartość sentymentalna nie daje prostych odpowiedzi. Film kulminuje w kilku mocnych scenach konfrontacji — na planie, podczas premiery i w domowym salonie — które odsłaniają skrywane urazy i pokazują, że pamięć może ranić równie mocno jak zapomnienie. Reżyserka zostawia nas z gorzkim, ale niepozbawionym nadziei zakończeniem: emancypacja nie przychodzi w spektakularnym geście, lecz w drobnych aktach odwagi i wyboru.

Dla widza szukającego kina refleksyjnego Wartość sentymentalna będzie propozycją satysfakcjonującą: inteligentne dialogi, znakomite kreacje aktorskie i dopracowana oprawa wizualna tworzą spójną całość. Film może jednak wydawać się zbyt hermetyczny tym, którzy oczekują szybkiej fabuły lub jednoznacznych moralnych podsumowań.

Wartość sentymentalna to nie tylko film o kinie — to film o ludziach, którzy próbują odzyskać siebie w świecie, który od dawna ma gotowy scenariusz. Maria Kowalczyk potwierdza swoją pozycję reżyserki, która potrafi połączyć intymność z szerokim spojrzeniem na kondycję artystycznej rodziny. To dzieło, które zostawia przy sobie ślad — nie krzykliwy, lecz uporczywy, jak zapomniana taśma odnaleziona w pudle na strychu.

Termin

14 luty 2026 17:10 - 19:10

Location

Kino Malta