07mar15:0517:05Kopnęłabym cię, gdybym mogła | Sala Charlie | Kino MaltaKino Malta

Szczegóły
Kopnęłabym cię, gdybym mogła — A24 serwuje surowe studium upadku codzienności Kiedy studio A24 podpisało się pod filmem Kopnęłabym cię, gdybym mogłabym, krytycy zaczęli wypatrywać kolejnej eklektycznej, trudnej w odbiorze propozycji.
Szczegóły
Kopnęłabym cię, gdybym mogła — A24 serwuje surowe studium upadku codzienności
Kiedy studio A24 podpisało się pod filmem Kopnęłabym cię, gdybym mogłabym, krytycy zaczęli wypatrywać kolejnej eklektycznej, trudnej w odbiorze propozycji. Nie zawiedli się: obraz, w którym nagrodzona na Berlinale 2025 za swoją kreację Rose Byrne wciela się w Lindę — matkę stojącą na granicy wytrzymałości — to emocjonalny rollercoaster, który nie pozwala oderwać wzroku, choć raz po raz próbuje widza porazić swoją surowością.
O czym jest film? To pozornie prosty, a w rzeczywistości wielowarstwowy portret kobiety, której życie rozpada się w kawałkach. Jej córka zapada na tajemniczą chorobę, której objawy wydają się zmieniać jak kamuflaż — raz fizyczne, raz psychosomatyczne — a mąż znika „na interesach”, zostawiając Lindę sam na sam z obowiązkiem opieki, gniewem i narastającą samotnością. Zamiast dramatu o prostym rozwiązaniu dostajemy metodycznie budowane napięcie: dzień po dniu Linda staje do biegu z przeszkodami, które nie mają mety. Każde zadanie domowe, każde lekarstwo, każda niezręczna rozmowa z urzędnikiem lub sąsiadem podkreśla bezdno, jakie otwiera się pod jej stopami.
Rose Byrne jako Linda to prawdziwe odkrycie — lub raczej potwierdzenie klasy aktorskiej. Jej rola została doceniona na Berlinale i trudno się dziwić: Byrne nie gra dramatów, ona je przeżywa. Widzimy drobne odruchy — ściskanie filiżanki, usta zaciskające się tak, by nie wypowiedzieć bólu — które mówią więcej niż krzyk. Jej postać to mieszanina uporu i bezradności, czasem gorzka ironia miesza się z desperacją, a Byrne potrafi przekuć każde westchnienie w historię.
Reżysersko film balansuje pomiędzy intymnym studium postaci a klaustrofobicznym thrillerem psychologicznym. Kamera rzadko oddala się od bohaterki — dom staje się areną, na której rozgrywają się nie tylko codzienne obowiązki, lecz także narastające halucynacje rzeczywistości. Zdjęcia faworyzują zbliżenia, długie ujęcia i handheldowe ruchy, co potęguje wrażenie bycia w środku rozpadu. Paleta barw jest przytłumiona: brudne beże, zimne szarości i momenty przesterowanej zieleni podkreślają chorobę i moralne odarcie z komfortu.
Dźwięk i montaż zasługują na osobne uznanie. Cisza bywa tu równie gęsta co hałas; film korzysta z mikro-dźwięków — wydłużonego oddechu, stukotu łyżki o dno miski, bicia serca — które wmontowane w delikatne, ale powracające motywy muzyczne tworzą klaustrofobiczny rytm dnia Lindy. Montaż nie goni za fabułą, raczej tworzy rytuał powtarzalności: wstawanie, medykamenty, konsultacja z lekarzem, nocna walka z bezsilnością. W tym powtarzaniu kryje się groza życia, które stało się serią testów na granicę wytrzymałości.
Filmowi nie brakuje też społecznego ostrza: Kopnęłabym cię, gdybym mogłabym ukazuje, jak łatwo systemy opieki, biurokracja i patriarchalne oczekiwania osłabiają tych, których obciążono opieką. Linda nie jest romantyczną bohaterką — to zwyczajna kobieta, która powoli staje się kimś na kształt walki o odrobinę godności. Jej mąż — nieobecny nie tylko fizycznie, lecz także emocjonalnie — staje się symbolem zanikającej solidarności. Film pyta wprost: ile musi wytrzymać jedna osoba, zanim społeczeństwo uzna to za problem?
Kopnęłabym cię, gdybym mogła to seans wymagający: dla widzów szukających emocjonalnej intensywności, psychologicznego realizmu i aktorstwa na najwyższym poziomie. Nie jest to kino „łatwe” ani pocieszające, ale zostawia po sobie coś ważnego — refleksję nad granicami, które przekraczamy w imię miłości i obowiązku, oraz nad tym, co się dzieje, gdy nikt nie przyjdzie nam z pomocą.
Dla miłośników kina A24, którzy przywykli do kina, które konfrontuje, a nie łagodzi, Kopnęłabym cię, gdybym mogła stanie się kolejną pozycją obowiązkową. Dla reszty — to film, który przypomni, że prawdziwe dramaty rozgrywają się poza kadrem wielkich wydarzeń: w kuchniach, w przychodniach, w cichych korytarzach naszych domów.
Termin
7 marzec 2026 15:05 - 17:05
Location
Kino Malta










