K U L T U R A

Candy Dulfer uniosła widownię!

Candy Dulfer w Sali Ziemi - Poznań 26.11.2013 r.  Foto: LepszyPOZNAN.pl / Paweł Rychter

Candy Dulfer w Sali Ziemi - Poznań 26.11.2013 r. Foto: LepszyPOZNAN.pl / Paweł RychterWe wtorkowy wieczór, 26 listopada, w poznańskiej Sali Ziemi wystąpiła jedna z najbardziej znanych saksofonistek smooth jazzowych świata, Candy Dulfer. Podczas tegorocznej trasy na scenie oprócz zespołu Funky Stuff, towarzyszł jej DJ Kikke (Holandia), który jest także jednym z najlepszych perkusistów jazzowych w Holandii.

Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą o kim mowa, małe przypomnienie. Jest rok 1989, Dave Stewart (Eurythmics) zaprosił osiemnastoletnią Candy do wspólnego nagrania utworu “Lily was here”. Artystka, tak zapowiadała wspomniany utwór, podczas poznańskiego koncertu: “Zagram teraz utwór dla mnie szczególny, który otworzył mi drzwi do kariery.”

Przyznam szczerze, że trochę zajęło mi zabranie się do napisania tych kilku słów. Ale nie dla tego, że coś nie tak podczas koncertu… właśnie odwrotnie, dawno nie byłem na koncercie, po którym tak długo zbierałem opadniętą szczękę. Moje pierwsze subiektywne wrażenie po wejściu do Sali Ziemi nie było niestety zbyt pozytywne. A to ze względu na fakt, że jestem bardziej rockowym osobnikiem i nie przywykłem do koncertów na których cała widownia wypełniona jest siedzeniami. Ale już od samego początku koncertu kiedy zabrzmiały nuty pierwszego utworu widać było tańczących ludzi na widowni. Po kilku utworach Candy krzyknęła ze sceny zachęcając ludzi do opuszczenia miejsc i przyjścia pod scenę. I wiecie co? Tak się właśnie stało, po chwili pod sceną utworzyła się na prawdę spora grupa bawiących się ludzi.

Mimo iż moja znajomość utworów Candy Dulfer sprowadza się do dosłownie kilku utworów, to nadal uważam ją za najlepszą saksofonistką jazzową na świecie. Zagrany w wersji 13 minutowej utwór “Lily was here” wbił mnie siedzenie, nie spodziewałem się że utwór, który uwielbiam da się zagrać w taki sposób. Dosłownie poczułem się jakbym cofnął się w czasie do momentu kiedy pierwszy raz usłyszałem ten kawałek i zacząłem szukać kto go gra. Zespołowi z którym przyjechała Candy oczywiście także należą się pokłony bo ich sposób gry był niesamowity. Tak zwany przez zawodowych muzyków ‘feeling’ było czuć w każdej nucie wydobywającej się czy to z gitary elektrycznej, basowej czy perkusji.

Koncert sprawił mi ogromną frajdę i przyznam się, że i ja potuptałem sobie nóżkami.

Dodaj komentarz

kliknij by dodać komentarz