24sie15:0017:00Arek.Mama.Panorama | Sala Marilyn | Kino MaltaKino Malta

Kino Malta Foto: materiały promocyjne

Szczegóły

„Arek. Mama. Panorama” – wielkie marzenie na dwóch kołach

Są ludzie, którzy ruszają w góry, by odnaleźć siebie. Są też tacy, którzy jadą tam po zaginione dzieło sztuki, a przy okazji próbują po raz pierwszy przejąć kontrolę nad własnym życiem. Arek Pasożyt należy do tej drugiej kategorii – choć sam prawdopodobnie nie uznałby się ani za podróżnika, ani tym bardziej za bohatera. W filmie „Arek. Mama. Panorama” wyprawa w Tatry staje się dla niego próbą charakteru, ucieczką od rodzinnego domu i niecodziennym śledztwem w sprawie jednego z najbardziej niezwykłych obrazów w historii polskiej sztuki.

Arek ma wszystko, czego potrzeba, by utknąć w miejscu. Nadopiekuńczą matkę, która z troski potrafi zamienić każdy dzień w szczegółowo zaplanowaną instrukcję obsługi życia. Milczącego ojca, którego obecność jest równie wyraźna jak nieobecność. Do tego dochodzi kryzys twórczy, poczucie niespełnienia i przekonanie, że świat sztuki nie tylko go nie rozumie, ale właściwie nawet nie zauważa. Arek funkcjonuje gdzieś pomiędzy dorosłością a wiecznym odkładaniem dorosłego życia na później.

Jego codzienność zmienia się, gdy natrafia na historię Panoramy Tatr – monumentalnego dzieła o wymiarach 115 na 16 metrów, stworzonego pod koniec XIX wieku przez grupę polskich malarzy. Obraz, który miał zachwycać rozmachem i przenosić widzów w sam środek tatrzańskiego krajobrazu, zaginął ponad 130 lat temu. Pozostały po nim wspomnienia, fragmenty, domysły i opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dla Arka to wystarczająco dużo, by rozpocząć poszukiwania.

Wyrusza więc w Tatry. Nie w sposób spektakularny, z ekipą alpinistów i najnowocześniejszym sprzętem, lecz na rowerze, z bagażem pełnym niezbyt praktycznych przedmiotów i planem, który prawdopodobnie od początku ma więcej luk niż punktów orientacyjnych. Pokonuje podhalańskie wsie, przemierza drogi i bezdroża, a następnie wspina się na tatrzańskie granie. Jego wyprawa ma w sobie coś z komedii pomyłek, coś z kina drogi i coś z prywatnego śledztwa prowadzonego przez człowieka, który nie do końca wierzy, że ma prawo do wielkich przedsięwzięć.

Bo w świecie Arka każda przeszkoda urasta do rangi osobnego przeciwnika. Sierpniowe słońce nie jest po prostu słońcem – staje się bezlitosnym testem wytrzymałości. Krucha ludzka pamięć prowadzi go w różne strony, a wadliwa kuchenka turystyczna okazuje się niemal równie groźna jak górska pogoda. Te drobne, przyziemne problemy nadają opowieści lekko absurdalny ton. Wielkie pytania o sztukę, ambicję i sens życia sąsiadują tu z walką o zagotowanie wody i znalezienie właściwej ścieżki.

Twórcy filmu wykorzystują tę kontrastową konstrukcję, by opowiedzieć o czymś więcej niż tylko o poszukiwaniu zaginionego obrazu. „Arek. Mama. Panorama” zapowiada się jako opowieść o człowieku, który próbuje wyrwać się z roli przypisanej mu przez innych. Dla matki pozostaje synem wymagającym nieustannego nadzoru. Dla środowiska artystycznego – kimś niepewnym, nie dość przebojowym i niepasującym do obowiązujących reguł. Dla samego siebie – projektem, którego wciąż nie udało się ukończyć.

Wyprawa może być więc aktem buntu, ale nie tego efektownego i łatwego do sfotografowania. Arek nie wyjeżdża przecież po to, by udowodnić wszystkim swoją wyjątkowość. Raczej próbuje sprawdzić, czy w ogóle potrafi zrobić coś samodzielnie. Każdy kolejny etap podróży staje się małym zwycięstwem nad strachem, zależnością i nieustannym poczuciem, że inni wiedzą lepiej.

Szczególnie interesująco zapowiada się relacja Arka z matką. Jej nadopiekuńczość może być źródłem komizmu, ale pod powierzchnią irytujących telefonów, pytań i instrukcji kryje się zapewne bardziej skomplikowana więź. Matka chce chronić syna, który dawno przestał być dzieckiem, lecz być może nigdy nie dostał szansy, by naprawdę stać się dorosłym. Arek z kolei nie potrafi całkowicie odciąć się od jej wpływu. Nawet w górach pozostaje z nią związany – przez pamięć, przyzwyczajenie i poczucie winy.

Tatry są w filmie nie tylko scenerią, lecz także pełnoprawnym bohaterem. Ich ogrom i surowość kontrastują z nieporadnością Arka. Góry nie rozwiązują jego problemów, nie oferują prostych odpowiedzi i nie zamieniają go automatycznie w silniejszego człowieka. Zmuszają go jednak do konfrontacji z tym, od czego próbował uciec. Na szlaku trudniej udawać kogoś, kim się nie jest. Wysiłek, zmęczenie i samotność szybko weryfikują wszystkie narracje o sobie samym.

Poszukiwanie Panoramy Tatr ma również wymiar symboliczny. Zaginiony obraz staje się metaforą wielkiego, niespełnionego dzieła – tego, które mogło powstać, lecz rozpłynęło się w historii. Arek odnajduje w nim odbicie własnych ambicji. Tak jak Panorama jest nieobecna, choć wciąż żywa w opowieściach, tak on sam czuje się niewidzialny mimo pragnienia, by stworzyć coś ważnego. Odkrywając kolejne fragmenty historii obrazu, zaczyna rozumieć, że nie zawsze da się odzyskać przeszłość w całości. Czasem trzeba zadowolić się skrawkami, śladami i własną interpretacją.

Film może dzięki temu balansować między dokumentalną ciekawością a fabularną opowieścią o dojrzewaniu. Fakty dotyczące Panoramy Tatr otwierają drzwi do historii polskiej sztuki, ale najważniejsza okazuje się droga, którą pokonuje bohater. Czy zaginione dzieło rzeczywiście zostanie odnalezione? I czy jego rekonstrukcja okaże się możliwa? Być może odpowiedź na te pytania nie będzie najważniejsza.

Istotniejsze stanie się to, czy Arek zdoła stworzyć własną panoramę życia – złożoną z niepasujących do siebie fragmentów, rodzinnych napięć, twórczych porażek, obsesji i chwil zachwytu. Czy dokona czegoś równie wielkiego jak poszukiwany przez niego obraz, nie musi oznaczać, że stworzy dzieło na miarę narodowego skarbu. Czasem największym osiągnięciem jest wreszcie ruszyć z miejsca.

„Arek. Mama. Panorama” zapowiada się na przewrotną opowieść o sztuce, rodzinie i potrzebie samostanowienia. Film, w którym monumentalna historia spotyka się z codzienną nieporadnością, a wysokie górskie granie – z problemem niesprawnej kuchenki. Być może właśnie w tym połączeniu tkwi jego największa siła: wielkie marzenia nie zawsze rodzą się w idealnych warunkach. Czasem zaczynają się w ciasnym domu, pod czujnym okiem mamy, z poczuciem, że nic się nie uda. I właśnie dlatego warto spróbować.

Termin

24 sierpień 2026 15:00 - 17:00

Location

Kino Malta